ZythMC

Change from header.tpl
0 Players online
Change from header.tpl
0 Users online
Log In Register

Skrzynia, strych i dziewiąta symfonia
Started by James227

James227

James227

Member
Topics
10
Posts
13

Jestem konserwatorem zabytków. Moje ręce odnawiają to, co czas chce zniszczyć. Freski, złocenia, drewniane polichromie. Pracuję głównie w małych, zapomnianych kościółkach na prowincji. To samotna praca na rusztowaniach, w blasku lamp, wśród zapachu terpentyny i starego kurzu. Mój świat to przeszłość. A ja sam tkwię w niej chyba zanadto.

Od piętnastu lat samotnie mieszkam w starym domu po rodzicach. Wieczory spędzam z książką o historii sztuki, słuchając tej samej płyty z chorałami gregoriańskimi. Mój jedyny „romans” to był flirt z sąsiadką, skończył się, gdy powiedziała, że czuję się jak eksponat z muzeum – ciekawy, ale zimny i pokryty kurzem. Miała rację.

Przełom nastąpił w zeszłym roku, gdy dostałem zlecenie w małym drewnianym kościółku na Podlasiu. Podczas prac pod posadzką znaleźliśmy zabitą deską niszę. A w niej – starą, skórzaną skrzynię. Nie skarbiec. Zwykłą skrzynię na narzędzia. W środku, pod zbutwiałymi ściereczkami, leżały zeszyty nut i sterta listów. Okazało się, że to spuścizna po organiście z lat 20-tych, który tu pracował. Listy były do niego. Od kobiety. Miłosne, pełne żaru i tęsknoty. Pisała o muzyce, którą dla niej komponował. O dziewiątej symfonii, której nigdy nie dokończył, bo wyjechała, a on umarł z rozpaczy.

Jeden list kończył się zdaniem: „Kocham Cię bardziej niż ciszę między nutami. I wiem, że cisza ta kiedyś zabrzmi.” To zdanie sparaliżowało mnie. Stałem w tym zimnym kościele, trzymając pożółkły papier, i po raz pierwszy od lat poczułem coś innego niż patynę czasu. Poczucie straty. Nie jego. Mojej własnej. Ja też żyłem w ciszy między nutami. I ta cisza nigdy nie zabrzmiała.

Przywiozłem skrzynię do domu. Postawiłem ją w pracowni. Patrzyła na mnie. A ja patrzyłem na puste mieszkanie. I na te listy. I na moje własne, niezapisane kartki.

Musiałem coś zrobić. Coś głośnego. Coś teraz. Nie za pięć lat, gdy skończę konserwację kolejnego ołtarza. Teraz. Zaczęło się od głupiego pomysłu. Pomyślałem: co by zrobił ten organista, gdyby miał szansę? Może zaryzykowałby wszystko, by dokończyć tę symfonię? A ja? Co ja ryzykuję? Tylko swoją ciszę.

Szukałem w sieci czegoś, co jest przeciwieństwem mojej pracy – szybkiego, nieprzewidywalnego, nieopartego na starannym planie. Trafiłem na forum, gdzie ludzie dyskutowali o różnych… doświadczeniach. Vavada opinie przewijały się często. Nie były jednolite. Jedni narzekali, inni chwalili. Ale były szczegółowe. Jak opisy technik malarskich. To mi zaimponowało. Nie chciałem jednogłośnego zachwytu. Chciałem rzetelnego opisu. To dostałem.

Zarejestrowałem się. Nick: „Konserwator”. Wpłaciłem siedem tysięcy złotych. Pieniądze odłożone na nowy mikroskop do prac restauratorskich. Narzędzie do zaglądania w przeszłość. A ja chciałem spojrzeć w przyszłość. Chociaż na chwilę.

Nie umiałem grać. Wybrałem automat o nazwie „Symphony of Fortune”. Symfonia fortuny. Gra z nutami, dyrygentami, instrumentami. To był mój świat, ale w krzywym zwierciadle. Postawiłem minimalną stawkę. Przez dwie godziny kręciłem, jak nakręcam stary zegar. Bez emocji. Straciłem z trzy tysiące. To było jak patrzenie, jak farba złuszcza się ze ściany – powolne, nieuchronne.

Zostało mi cztery tysiące. I ta myśl: „Cisza między nutami”. Cisza mojego życia. Z irytacji, nie z nadziei, zwiększyłem stawkę do maksimum i kliknąłem spin. Patrzyłem na sufit mojej pracowni, na pajęczyny w kątach, których nigdy nie sprzątam.

Rozległ się dźwięk, którego nie da się opisać. Był jak połączenie uderzenia w gong i początku wielkiej orkiestrowej crescendo. Na ekranie zatrzymały się trzy symbole batuty. Nagle cała grafika zniknęła, a pojawił się interfejs przypominający partyturę. „MAESTRO’S BONUS: COMPOSE YOUR VICTORY” – głosił napis.

Moim zadaniem było „komponowanie” symfonii, wybierając sekcje instrumentów. Każda sekcja to inny rodzaj bonusu. Drewniane dęte – darmowe spiny. Kotły – natychmiastowe wygrane. Smyczki – progresywny mnożnik. Wybrałem smyczki. Partytura na ekranie zapełniła się nutami, a z każdą nutą mnożnik rósł. x5, x10, x20… Moją „symfonię” grała teraz wirtualna orkiestra, a saldo rosło w rytmie finałowej ody. 20 000 zł. 50 000 zł. 100 000 zł… Zatrzymało się na 172 000 złotych.

Sto siedemdziesiąt dwa tysiące.

Nie wstałem. Nie krzyknąłem. Płakałem. Tak po prostu. Łzy spływały mi po twarzy i kapaly na stół, na którym leżały listy organisty. To nie była wygrana. To była odpowiedź. Odpowiedź na tamten list. „Cisza ta kiedyś zabrzmi.” Dla niego nie zabrzmiała. Dla mnie właśnie wybuchła fanfarami.

Wykonałem vavada opinie wypłatę następnego dnia. Procedury były żmudne, ale przejrzyste. Jak przy odbiorze dzieła sztuki – każdy detal musiał się zgadzać. Przelew przyszedł.

Nie kupiłem nowego mikroskopu. Poszedłem do Akademii Muzycznej. Znalazłem studenta kompozycji, utalentowanego, biednego jak mysz kościelna. Zaproponowałem mu umowę. Płacę mu za dokończenie dziewiątej symfonii z listów. Na podstawie zachowanych fragmentów nut, klimatu, emocji. Powiedziałem: „Niech ona zabrzmi”.

Równolegle zrobiłem coś, czego nigdy bym nie zrobił. Wynająłem małe, stylowe mieszkanie w centrum miasta. Z widokem na ludzi, na ruch. Sprzedałem połowę starych mebli. Przestałem słuchać chorałów. Zacząłem słuchać jazzu. Głośno.

Premiera „IX Symfonii ‘Z listów’” odbyła się trzy miesiące później w małej sali kameralnej. Zaprosiłem sąsiadkę. Przyszła. Gdy muzyka, pełna romantycznego żaru i smutku, popłynęła, spojrzałem na nią. Płakała. Po koncercie podeszła do mnie. „To było piękne. I… niespodziewane. Zupełnie jak ty ostatnio.”

Dziś nie jesteśmy jeszcze parą. Ale pijemy razem kawę. Rozmawiamy. O teraźniejszości. Nie tylko o przeszłości.

A skrzynia organisty? Stoi w mojej nowej pracowni, obok laptopa, na którym czasem, z ciekawości, sprawdzam vavada opinie. Nie po to, by grać. Po to, by przypomnieć sobie, że czasem, by usłyszeć muzykę własnego życia, trzeba najpierw zaryzykować, że usłyszy się tylko kakofonię. I postawić wszystko na jedną, szaloną kompozycję.

I wiesz co? Ta cisza między nutami? Wreszcie zabrzmiała. I to nie była symfonia. To był pierwszy, niepewny akord. I to wystarczy. Wystarczy, by zacząć od nowa.

 
 
James227 · 3 days ago